Mikołaj robi już ostatnie zakupy. Jeszcze to i owo musi zapakować. Listę adresatów zna na pamięć. Za chwilkę po raz kolejny wyruszy z workiem niespodzianek.
20201223
20201215
Dwa zapachy powtarzalności
Powtarzalność to mistrzyni w wywoływaniu skrajnych uczuć. Nielubiana i
lubiana, monotonna i ekscytująca. Może mieć zapach nudy, może mieć
zapach świerkowego drzewka.
Chyba już nadszedł moment, w którym wszyscy czują ten przyjemniejszy aromat. Nie jestem zwolenniczką fizycznie wyczerpujących przygotowań, troszkę pozbawiających sił do cieszenia się w pełni nastrojem przedświątecznym i świątecznym, co nie znaczy, że przed Bożym Narodzeniem nie spędzam w kuchni więcej czasu, niż zwykle. A że czasem warto wprowadzić jakąś innowację, choćby tylko inny zestaw przypraw, rzuciłam okiem na potrawy spisane w 1808 roku "dla wygody obywatelów i obywatelek". Lubię archaiczny język, a więc w oryginale zacytuję przepis w wybornym guście na rybę pieczoną, nadziewaną. Może kogoś zainspiruje?
20201212
Republika z fantazją i różą w herbie
Wracam po dłuższej nieobecności. W międzyczasie to i owo przeczytałam i obejrzałam. Siłą rzeczy przyplątują się jakieś refleksje.
Życie potrafi ze zdwojoną siłą przypomnieć jak bardzo jest kruche, jak nie warto zatracać się w biegu, odkładać na później niektóre marzenia. Podziwiam ludzi, którzy mają śmiałość i siłę realizować swoje pragnienia, nawet te szalone w oczach innych.
Z marzeń wyrósł pałac idealny, wspomniany tu kiedyś przeze mnie. Z marzeń urodziła się
20201025
Piekło na ziemi
![]() | |
Każde życie ma swój kres,
Nie warto być uległą,
Jeśli moje życie ma zależeć od poddania,
Nic mi po takim zniewolonym Życiu.
Niech nawet pada złoty deszcz,
Powiem wtedy niebu:
Nic mi po takim deszczu.
Te słowa są na wstępie książki, którą przeczytałam kilka lat temu - wstrząsającej książki-pamiętnika dziewczyny mieszkającej w Kabulu podczas rządów talibów. Ona - pozbawiona możliwości uczenia się, matka lekarz - jak każda kobieta pozbawiona możliwości wykonywania zawodu i ojciec - właściciel firmy - przeżyli koszmar.
Ta historia jest przestrogą dla wszystkich powierzających swoje losy żądnym władzy fanatykom uznającym za słuszną jedną, własną religię (i nie ma znaczenia, jaka ta religia jest).
20201023
W imię Boga?
Jak mała jest wiara w Boga tych, którzy na Boga najgłośniej się powołują. Jak wielka jest chęć działania w imieniu Najwyższego. Jak wielka jest chęć określania co jest grzechem i co nim nie jest. Jak wielka jest chęć karania za grzechy, których definicje urodziły się w ludzkich głowach, bez boskiego podszeptu.
Jakie prawo mają
Jakie prawo mają
20201017
Skąd ja to znam?! (o pamięci i poszukiwaniach w rytmie cza-cza)
Na miniaturowym dysku w ludzkiej głowie, Pamięć zarządza biblioteką chwil i obrazów z życia. W jaki sposób tworzy swoje zbiory, na zawsze pozostanie dla mnie tajemnicą. Czasem zdarza się szanownej Pamięci działać chaotycznie - coś zmienia miejsce, coś trafia do kosza. Miewa kaprysy. Potrafi niespodziewanie wyciągnąć strzępy jakiejś swojej starej notatki, nad którą Myśl bezradnie rozkłada ręce i próbuje odgadnąć: skąd ja to znam?!
Dziś moja Pamięć podsunęła z lamusa:
20201010
Te oczy wciąż żywą siłą płoną
Niektóre portrety każą się zatrzymać. Tkwi w nich jakaś tajemnicza, przyciągająca siła. Może dzieje się tak za sprawą oczu? Może to one nakazują odwzajemnić spojrzenie, stanąć na dłużej?
Chciałam dziś napisać o oczach, których żywość porusza i zrezygnowałam z własnych słów, kiedy przypomniała mi się Dora Gabe (bułgarska pisarka) i kilka jej słów, które do mnie wracają jak bumerang.
Niech ona powie za mnie...
| Anton Graff - Portret kobiety |
Portret
Portret stary spogląda na mnie ze ścianyoczami jasnoniebieskimi,
20200930
I taka chandra się kładzie cholerna, i na głowę, i na serce, i na mózg
Ech! Jesień. Od zawsze mam z nią problem. Niekoniecznie z uśmiechem zerkam na nią, kiedy pojawia się na horyzoncie. Czasem chce się jej malować wielobarwne obrazy - wtedy wzbudza mój podziw.
Na początku października pani Jesień zrywa z nieśmiałością i zaczyna dość zdecydowanie wprowadzać swoje porządki, ale lubię te dni, bo to Międzynarodowy Dzień Muzyki (pierwszego), Światowy Dzień Uśmiechu (drugiego) i Międzynarodowy Dzień Kawy (w tym roku pierwszego). Bez muzyki, uśmiechu i kawy pewnie byłoby smutniej.
Wszystkie te święta - (nie)święta rozbijają monotonię, coś podkreślają, jakimś drobiazgiem każą zmienić, ubarwić codzienne rytuały, a więc poddaję się...
Obiecałam sobie, że o kawie (banalnej w moim wykonaniu) ani mru mru (całkiem niedawno się tu o niej rozpisałam), ale o muzyce i uśmiechu, czemu nie?
20200928
Bo ponarzekać każdy może
Pobiegałam sobie dziś po YouTube. Ot tak, żeby się oderwać od powagi. Skakałam sobie z piosenki na piosenkę kabaretową i hop! - wskoczyłam na opolskie wspomnienie kabaretonu. Satyra postanowiła rozruszać myśli, a one jakby na to czekały...
- Śpiewać każdy może, trochę lepiej, lub trochę gorzej, ale nie oto chodzi, jak co komu wychodzi - zaintonował pan Stuhr.
20200922
Pałac idealny - marzenie spełnione
Nic nie jest w życiu czarno-białe (na szczęście). O tym, że nie zawsze łatwo być konsekwentnym chyba każdy wie. I nie mam na myśli dotrzymania sobie słowa dotyczącego drobnostki czy sytuacji, w której konsekwentne działanie nie jest rozsądne z jakichś powodów.
Mam wątpliwości, czy starczyłoby mi sił wytrwać w postanowieniu wyczerpującym fizycznie, przez lata skazanym na kpinę ludzi z najbliższego środowiska. Taką siłę miał Ferdinand Cheval - francuski listonosz. Pokaleczony podnosił się po każdym powalającym ciosie zadanym przez Los.
Początek prostego życia tego prostego, niezamożnego człowieka nie zapowiadał żadnych szczególnych wydarzeń, a jednak...
Pewnego dnia pojawiła się
20200915
Sierpniowe wspomnienie z miasta Dantego i Beatrycze
Opowiedziałam o swoich podróżach w książkach. Bywałam w miastach, w których niestrudzone duchy przeszłości przemykają się ulicami, strzegą z całych sił atmosfery stworzonej dawno temu. Przy odrobinie chęci można ją poczuć wszędzie, bo każde miejsce ma swoją historię czy legendę, która każe przymknąć oczy, żeby móc je szerzej otworzyć i dostrzec więcej.
Lubię wracać do wspomnień Elina Pelina z Florencji. Może dlatego, że jest mi bliskie jego spojrzenie na zakątki świata, a i myśli przywołujące obrazy z minionych czasów nie są mi obce.
Fragmenciki z florenckiego wieczoru bułgarskiego pisarza - klasyka przetłumaczyłam poniżej dla ciekawych literatury południowego krańca Europy i ciekawych bałkańskiej duszy.
Wspomnienia to dobry sposób, żeby poznać ludzi i dostrzec, że nawet jeśli mentalnie trochę się od nas różnią, w ich charakterze tkwią te same cechy, towarzyszą im te same odczucia - wbrew opiniom miłośników dzielenia świata.
20200904
Puk, puk. - Kto tam? - To ja, Rzeczywistość.
Czy jest coś złego w wyśmiewaniu ludzkich przywar? Nie. Satyra ma wiele zalet. Nie tylko śmieszy, nie tylko piętnuje, ale zwraca też uwagę, zdarza się, że kogoś zmusi do myślenia. Nierzadko bywa przerysowana. Czasem twórcy literackich czy filmowych postaci przypinają jednemu bohaterowi łatki, które spostrzegli u kilku osób.
Przy okazji pana Bałkańskiego wspomniałam o pani Dulskiej i słynnym Nikodemie. Ich sława nie przemija, bo wady się nie starzeją. Nie przestają się też pojawiać nowe gwiazdy. W czasach współczesnych urodziła się Hiacynta Żakietowa i szybko podbiła wcale nie mały kawałek świata.
Ileś lat temu ktoś w Polsce wymyślił Janusza. Miał stać się synonimem głupoty i prostactwa. I nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby ten ktoś nie posłużył się znalezioną w internecie twarzą i imieniem istniejącej osoby
20200903
Pan Ganio Bałkański - krótka historia z podróży po Europie
Chyba nikomu w Polsce nie trzeba przedstawiać madame Dulskiej czy Nikodema Dyzmy. W Bułgarii każdy zna pewnego pana, którego postać stworzył XIX-wieczny pisarz bułgarski Aleko Konstantinov, a nazwał go Ganio Bałkanski (w polskim brzmieniu: Bałkański). Podróżował sobie Ganio po Europie pragnąc zapełnić kieszenie dźwięczącymi monetami, w zamian za cenny eliksir różany.
| Baj Ganio na okładce książki |
Jak każdy człowiek, nie był pozbawiony zalet, ale pominę je, bo to przywary zapewniły mu sławę, aż do dziś. Sami Bułgarzy twierdzą, że są w jego charakterku cechy reprezentujące jakąś warstwę XIX-wiecznego bułgarskiego społeczeństwa, choć ja uważam, że to zbyt daleko posunięta samokrytyka. Ludzie na świecie są podobni i tak jak nie można wyłącznie Polakom przypisywać wad Dulskiej i Dyzmy, tak i Ganio Bałkanski nie jest wyłącznie bałkański.
Pomyślałam, że tak dobrze znany bohater (ciągle obecny, także we współczesnych anegdotach) zasługuje na przedstawienie polskim Czytelnikom. Poniżej przetłumaczony przeze mnie fragment z satyrycznej opowieści (zbioru felietonów) Aleko Konstantinova - podróżnika, poety, pisarza, klasyka.
Muszę jeszcze wyjaśnić występujące w tytule i powtarzające się słowo "baj". Nie ma ono odpowiednika w języku polskim. "Baj" zastępuje słowo "pan" - brzmi swojsko, mniej oficjalnie i stosuje się je wyłącznie w odniesieniu do starszych mężczyzn (starszych od siebie).
Baj Ganio wyrusza w podróż po Europie
Początek.Z pomocą, ściągnął baj Ganio z pleców ciężki jamurłuk*, zarzucił belgijską pelerynę - i wszyscy orzekli, że jest baj Ganio Europejczykiem pełną gębą.
20200901
Podróż do Ciemnogrodu
Do scenariusza pisanego przez Życie prozą, od czasu do czasu trzeba wprowadzać własne poprawki. Dorzucam więc między wierszami trochę poezji, trochę muzyki, trochę humoru i robi się ciekawiej. Co pewien czas wracam na oficjalną stronę Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. I dziś tam zawędrowałam, i zastanawiałam się chwilkę co by tu wtrącić do prozy Życia...
Mam! W towarzystwie Chryzostoma Bulwiecia wyruszam w podróż do Ciemnogrodu.
Taką jesienią, gdy liście lecą,
chętka na podróż bierze.
Bulwieć w atlasach szuka ze świecą.
O, Ciemnogrodzie, gdzieżeś?
Bulwieć w atlasach szuka ze świecą.
O, Ciemnogrodzie, gdzieżeś?
Jesienią odkrył Guglielmo Mezzo
Wyspę łotrów Panteję;
Bulwieć też mógłby odkryć co nieco,
np. Ciemnogród gdzie jest.
Wyspę łotrów Panteję;
Bulwieć też mógłby odkryć co nieco,
np. Ciemnogród gdzie jest.
20200829
Zaiste człowiek to istota osobliwa
Czytam ci ja sobie plotki, ściśle mówiąc: przeglądam sobie plotki kiedyś przeze mnie przeczytane, a zebrane w okresie międzywojennym przez Boya-Żeleńskiego.
Jak powszechnie wiadomo przetłumaczył pan Żeleński bardzo wiele dzieł literatury francuskiej. Wpadały mu też w ręce wspomnienia i rozważania różnych ludzi na różne tematy. Przyglądał się powodom zaślubin Marii Leszczyńskiej (córki króla bez królestwa) i Ludwika XV (francuskiego monarchy). Zgłębiał literackie i towarzyskie życie epoki Moliera. Próbował dojść prawdy o Ninon de Lanclos - XVIII-wiecznej damie, według legendy w kolebce obdarzonej przez czarnoksiężnika wieczną pięknością, nazywanej Don Juanem w spódnicy.
Nie będę wymieniać tytułów książek, które przewinęły się przez ręce Boya-Żeleńskiego. Są wśród nich pamiętniki; niektóre cenię za wiele wciągających ciekawostek, przybliżających ludzkie charaktery, ukryte w cieniu faktów i dat.
W katolickim piśmie wydawanym przed II. Wojną Światową napisano, że Boy ma "pewne zasługi jako tłumacz Moliera i Pascala, ale te zasługi nikną wobec ogromu szkód, jakie wyrządził, przeszczepiając najszkodliwszych autorów francuskich. Przełożył pisma autorów potępionych oficjalnie przez Kościół, jak Montaigne'a (wszystkie), Woltera, Diderota, Musseta, a przede wszystkim Honoriusza Balzaka. Tego ostatniego olbrzymią Komedię Ludzką chcą podobno w całości uprzystępnić polskim czytelnikom, ku radości różnych liberalno żydowskich literatów i recenzentów - przed czym ostrzega się wiernych."
Czy jest jakieś znajome brzmienie w tych słowach? Czy może mój słuch płata figle? Mam ochotę pozostawić to pytanie bez odpowiedzi, ale nie... odpowiem sobie: to nie figle, to powtarzalność zachowań, to chęć narzucania własnych ocen, to ubliżanie czyjejś inteligencji i umiejętności dokonywania wyboru, to nieprzemijająca chęć dyrygowania innymi ludźmi. Głodnych władzy, krążących z otwartymi paszczami - nie ubywa. A moje myśli, jak historia, kołem się toczą...
Zaiste człowiek jest to istota osobliwie lekka,
20200827
Wspomnienia z mojego dreptania ścieżką...
Moja pamięć po macoszemu traktuje daty. Zbyt często chowają się w jakichś zakamarkach. A ponieważ 31. sierpnia jest światowe święto blogów i blogerów usiłowałam sobie przypomnieć kiedy utworzyłam swoją stronę. Przetrząsanie zakamarków pamięci nie było konieczne. Blogger uprzejmie poinformował mnie: czerwiec - 2014 rok.
Zaczęło się niewinnie. Miało być krótko i na jeden temat. W internetowym zakątku chciałam obok fragmentów swoich książek opublikować praktyczne informacje dla tych, którzy wybierali się w podróż z moimi opowieściami o Bałkanach.
20200825
Przysięgam, że kawy ci nie zabraknie
Opowiadają, że przełożony klasztoru słysząc od wielu pasterzy, że owoc kawy kozy pasące się orzeźwiał, i snu je prawie pozbawiał, pierwszy miał zrobić to doświadczenie na sobie, i innych go nauczył. Inni mniemają, że jeden Mufti chcąc na modlitwie swoich najpobożniejszych przetrwać Derwiszów, zaczął kawy używać.
20200820
Realista optymista
Kalendarz nietypowych świąt przypomina o Światowym Dniu Optymizmu (21 sierpnia). Nie chciałam pominąć tej daty, bo smutnych czarnowidzów nie brakuje na świecie i promowanie optymizmu jest słuszne.
Jestem przeciwnikiem jakichkolwiek skrajności, a więc widzenie wszystkiego w różowych kolorach wydaje mi się nie do końca rozsądne, stąd tytuł: realista optymista. Czy te dwa określenia gryzą się? Chyba nie. Realista ocenia rzeczywistość na bazie twardych faktów, snuje przypuszczenia (tylko przypuszczenia) dotyczące przyszłości, ale to nie znaczy, że od czasu do czasu nie wypada mu założyć różowych okularów (nawet temu najbardziej twardo stąpającemu po ziemi, nawet wtedy, gdy nad obrazem przyszłości zbierają się czarne chmury), bo wszyscy wiemy, że scenariusze napisane przez Życie bywają zaskakujące, a w niektórych przypadkach zaprzeczające logice.
Nadzieja jest tym upierzonym
Stworzeniem na gałązce
Duszy - co śpiewa melodie
Bez słów i nie milknące -
20200818
Arbuz na rauszu czyli coś dla ochłody
___
Napisałam w swojej książce "W bałkańskim kociołku", że królem lata mógłby być kapryśny melon, a królową - arbuz (królową, bo w języku bułgarskim arbuz to dinia).
Arbuza je się pod różnymi postaciami. W upalne dni popularne są mocno schłodzone koktajle, w których "kasza" z arbuza jest bazą, pasuje do niej świeża mięta, sok z cytryny czy limonki, sok z innych owoców (użyłam bułgarskiego słowa "kasza", co oznacza coś zmiażdżonego w blenderze; może "przecier" byłby odpowiednim słowem??).
Wcale nierzadko królowa lata bywa na rauszu. Już nie pamiętam, czy wspominałam o tym na swojej stronie, na pewno przepis był na stronie magazynu, dla którego od czasu do czasu pisywałam. Chcę pozbierać teksty, które gdzieś tam się pojawiały i z tej "okazji" dziś pijany arbuz
20200817
Księżyc dla Raka, Słońce dla Lwa (skutki flirtu z astrologią)
Idzie Życie górską ścieżką... z... pod... wdrapuje się, sapie, zwalnia, przyspiesza... jakby nie mogło się obejść bez zadyszki... Tak zdarza mi się od czasu do czasu ponarzekać (z przymrużeniem oka), a mało brakowało, żebym ja (rak-nieborak) powiedziała "dzień dobry" światu w dniach prorokujących szczególną szczęśliwość.
Przyznam, że nie do końca wiem, co by to znaczyło. Domyślam się tylko, że Życie spacerowałoby sobie bez wysiłku po równinach.
Żeby ta szczęśliwość przytrafiła się ludzkiej istocie, musi ona urodzić się
20200816
Zastygają w bezruchu, ale nie przestają żyć
"Otóż, jeżeli w skrzynkę zamiast papieru zwykłego włoży się inny, napojony wodą z rozpuszczonego kamienia piekielnego, pomieszanego z innemi jeszcze przetworami chemicznemi, to przez światło odbije się na tym papierze rysunek osoby stojącej naprzeciwko szkła i na nim zostanie, czyli, że promienie słońca narysują na nim twarz owej osoby. Opowiedziałem o tem tylko z większa, bo drobiazgowe opisywanie zajęłoby dużo miejsca i czasu. Dosyć na tem, że słońce robi portrety zupełnie podobne. Sposób robienia takich portretów nazywa się fotografią, a ci co je przygotowują są fotografistami."Władysław Ludwik Anczyc (1823-1883)
Fotografie i fotografiści mają swoje święto w sierpniu i dlatego przenoszę się dziś do ich świata. Robię to często, także bez okazji. Już nie raz pokazywałam tu chwile zapisane na papierze okiem aparatu fotograficznego. Niektóre zapisane dawno temu, ale ciągle żywe, niepozbawione mocy wywoływania emocji, snują obrazkową opowieść o przeszłości.
20200811
Godzina świni
"W bezrozumnym świecie nic nie może być prawdziwym szaleństwem."
- Żeby udowodnić, że oskarżona nie nasłała szczurów, które sprowadziły śmierć na jej sąsiada, chcesz, żeby te szczury powołać na świadków? - zapytał sędzia.
Siedzący obrońca uniósł się lekko i potakująco kiwnął głową.
Głos zabrał oskarżyciel:
- Jak można wyegzekwować taki nakaz? Mamy posłać szeryfów by je aresztowali?
- Nie. Muszą zeznawać z własnej woli - odpowiedział mistrz. Wstał i powoli podchodząc do sędziego z otwartą księgą w dłoniach, cytował:
- Jeśli świadek nie ma stałego miejsca zamieszkania, należy wezwanie umieścić w miejscu publicznym. Wnoszę, żeby wezwania przybić do drzwi stodół i drzew. Niech same się zgłoszą do sądu.
- Proszę rozwiesić wezwania - nakazał sędzia. - Odraczam posiedzenie do jutra. Jeżeli szczury się nie stawią, sąd uzna to za dowód.
Następnego dnia, na kolejnym posiedzeniu zapytał:
- Są świadkowie?
- Nie stawili się - odparł obrońca.
- Ciekawe. Wezwania były napisane wyraźnie?
Potakiwanie odpowiedzialnych za wykonanie sędziowskiego nakazu, nie pozostawiało wątpliwości.
- Wobec tego przegrałeś w tej sprawie - orzekł sędzia, zwracając się do obrońcy.
- Z całym szacunkiem, jeśli wezwany nie może przybyć bezpiecznie, może odrzucić wezwanie. Zwracam uwagę, że wszędzie czyhają wrogowie szczurów: koty i psy, które mają wobec nich najgorsze zamiary. Uważam, że świadkowie mieli prawo odrzucić wezwanie - zapewnił mistrz.
Posługując się dialogami z filmu "Godzina świni" opowiedziałam historię, która wydarzyła się, choć brzmi jak fantasy. Rzecz dzieje się w średniowieczu, w czasach, gdy na stosach płonęły czarownice i gdy dopuszczano procesy zwierząt (dzieliły loch razem z innymi więźniami). Wychodzono z założenia, że "morderstwo pozostaje morderstwem, niezależnie od tego, czy je popełnił ktoś bezrozumny, czy wykształcona świnia."
20200809
Krowa, koń i małżeństwo
W lipcu wysłałam politykę do diabła i trochę się oderwałam od tej rozczochranej jędzy, z diabelskim uśmiechem na ustach i nosem jak u Pinokia (tak ja ją widzę). Gdzieś wysoko krąży na miotle, ale czasem zniża lot i nie sposób jej nie zauważyć. Nie będę dziś pisać o jej teraźniejszych sztuczkach, ale o tym jak to sobie bestia dokazywała w przeszłości. Drobnymi kroczkami zmierzała do celu. Coś tam sobie postanowiła i doprowadziła do finału. I w cieniu finału ukryły się jej wcześniejsze kroki, może nawet odchodzą w zapomnienie? Czy warto o nich pamiętać? Czy mają związek z dzisiejszym dniem? Ocenę pozostawiam czytającym.
20200803
Ludzkie zoo
Od czasu do czasu piszę o jakichś filmach, które obejrzałam. Tym razem do tutejszego filmowego archiwum trafia dokument, na pewno niektórym znany.
Jest wiele wstydliwych kart w historii świata. Chcę dziś przypomnieć o jednej, zapisanej na przełomie XIX/XX wieku. Chcę przypomnieć o ogrodach zoologicznych i światowych wystawach, na których zamkniętych w klatkach ludzi pokazywano ludziom. Taka sytuacja na pewno się nie powtórzy, ale przecież nie przestały istnieć podziały na lepszych i gorszych, nie-dzikusów i dzikusów. Nie przestali istnieć tacy, którzy "innych" nie tolerują, dopuszczają wobec nich brutalność, jakby ci "inni" byli pozbawieni ludzkich odczuć, jakby byli podludźmi...
Inni (przywożeni do Europy głównie z Afryki) stali się atrakcją dziewiętnastowiecznych ogrodów zoologicznych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











